To jest niestety napisane z pamięci. Gdybym mógł zabrać ze sobą materiał, który tak starannie przygotowałem, to byłaby zupełnie inna historia. Całe księgi pełne notatek, starannie skopiowane zapisy, opisy z pierwszej ręki i zdjęcia — to największa strata. Miasta i parki z lotu ptaka; mnóstwo cudownych widoków na ulice, budynki, na zewnątrz i wewnątrz, niektóre z tych wspaniałych ogrodów i, co najważniejsze, na same kobiety. Nikt nigdy nie uwierzy, jak wyglądali. Opisy nie są dobre, jeśli chodzi o kobiety, ai tak nigdy nie byłam dobra w opisach. Ale trzeba to jakoś zrobić; reszta świata musi wiedzieć o tym kraju. Nie powiedziałem, gdzie to było, ze strachu, że niektórzy samozwańczy misjonarze, handlarze lub chciwi ziemie ekspansjoniści wezmą na siebie to, by się wcisnąć. niż my, jeśli go znajdą. Terry był wystarczająco bogaty, by robić, co mu się podobało. Jego wielkim celem
była eksploracja. Kiedyś robił różne awantury, ponieważ teraz nie ma już nic do zbadania, tylko patchwork i wypełnianie, powiedział. Wypełnił się wystarczająco dobrze – miał wiele talentów – świetnie radził sobie z mechaniką i elektrycznością. Miał wszelkiego rodzaju łodzie i samochody i był jednym z najlepszych naszych lotników. Jeff Margrave urodził się, by być poetą, botanikiem – lub obydwoma – ale jego rodzice namówili go, by został lekarzem. Był dobry, jak na swój wiek, ale naprawdę interesował się tym, co lubił nazywać „cudami nauki”. Terry był silny w faktach — geografii, meteorologii i tym podobnych; Jeff mógł go pokonać w każdej chwili na biologii i nie obchodziło mnie, o czym rozmawiali, o ile miało to jakiś związek z ludzkim życiem. Jest kilka rzeczy, które tego nie robią. My trzej mieliśmy okazję dołączyć do wielkiej ekspedycji naukowej. Potrzebowali lekarza, a to
dało Jeffowi wymówkę, by porzucić swoją właśnie otwierającą praktykę; potrzebowali doświadczenia Terry'ego, jego maszyny i pieniędzy; a jeśli chodzi o mnie, dostałem się pod wpływem Terry'ego. Ekspedycja znajdowała się wśród tysięcy dopływów i ogromnego zaplecza wielkiej rzeki, tam, gdzie trzeba było sporządzić mapy, studiować dzikie dialekty i wszelkiego rodzaju dziwną florę i faunę. Moje zainteresowanie najpierw wzbudziła rozmowa wśród naszych przewodników. Jestem szybki w językach, znam sporo i chętnie je łapię. Co z tym i naprawdę dobrym tłumaczem, który zabraliśmy ze sobą, poznałem sporo legend i mitów ludowych o tych rozproszonych plemionach. I kiedy szliśmy coraz dalej w górę rzeki, w ciemną plątaninę rzek, jezior, bagien i gęstych lasów, gdzieniegdzie z nieoczekiwaną długą ostrogą wybiegającą z wielkich gór za nimi, zauważyłem, że coraz więcej tych dzikusów miało opowieść o dziwnej i strasznej Krainie Kobiet w oddali. „Tam tam”, „Tam”, „Droga
w górę” – to wszystko, co mogli zaproponować, ale wszystkie ich legendy zgadzały się co do głównego punktu – że był ten dziwny kraj, w którym nie mieszkali mężczyźni – tylko kobiety i dziewczynki. Żaden z nich nigdy tego nie widział. Powiedzieli, że to niebezpieczne, śmiertelne, aby każdy mężczyzna tam się udał. Ale były opowieści dawno temu, kiedy widział je jakiś odważny detektyw — Wielki Kraj, Wielkie Domy, Mnóstwo Ludzi — Wszystkie Kobiety. Ale kiedy dotarliśmy do najdalszego punktu, zaledwie dzień wcześniej, musieliśmy wszyscy zawrócić i wrócić do domu, jak najlepsza z wypraw musi na czas, we trójkę dokonaliśmy odkrycia. Główne obozowisko znajdowało się na mierzei wybiegającej do głównego strumienia, czyli tego, co uważaliśmy za główny strumień. Miał ten sam mętny kolor, który widzieliśmy od tygodni, ten sam smak. Było jeszcze wcześnie; właśnie jedliśmy śniadanie; i zostawiając wiadomość, że wrócimy
przed nocą, uciekliśmy po cichu, nie chcąc być uważani za zbyt łatwowiernych, jeśli nam się nie uda, i potajemnie mając nadzieję na jakieś miłe odkrycie tylko dla siebie. To były długie dwie godziny, prawie trzy. Wydaje mi się, że dzikus mógł zrobić to sam o wiele szybciej. Była tam rozpaczliwa plątanina drewna i wody oraz bagnisty kawałek, przez który nigdy nie powinniśmy byli sami przebyć drogi. Ale był jeden i widziałem Terry'ego, który z kompasem i notatnikiem zaznaczał kierunki i próbował rozmieścić punkty orientacyjne. Po chwili doszliśmy do czegoś w rodzaju bagnistego jeziora, bardzo dużego, tak że otaczający go las wyglądał na dość niski i mroczny. Nasz przewodnik powiedział nam, że stamtąd łodzie mogą płynąć do naszego obozu – ale „daleko” – przez cały dzień. Ta woda była nieco czystsza niż ta, którą zostawiliśmy, ale nie mogliśmy dobrze ocenić z
marginesu. Okrążyliśmy go przez jakieś pół godziny, ziemia stawała się coraz twardsza w miarę posuwania się naprzód, i niebawem skręciliśmy za zalesionym cyplem i zobaczyliśmy zupełnie inny kraj — nagły widok na góry, strome i nagie. Ale jeśli chodzi o czerwień i błękit — to było zielonkawe w odcieniu. Przewodnik nie wyglądał na zdziwionego. Trochę polował i pokazał nam spokojną, marginalną sadzawkę, gdzie wzdłuż granicy były smugi czerwieni; tak i niebieskiego. Wspinaliśmy się po stromych brzegach i zbliżaliśmy się do sadzawki, która pieniła się i gotowała pod spadającą wodą. Tutaj przeszukaliśmy granicę i znaleźliśmy bezsporne ślady koloru. Więcej—Jeff nagle podniósł niespodziewane trofeum. To była tylko szmata, długi, poszarpany kawałek materiału. Była to jednak tkanina dobrze utkana, ze wzorem i przezroczystą szkarłatną, której woda nie wyblakła. Żadne dzikie plemię, o którym słyszeliśmy, nie robiło takich tkanin. Wtedy byliśmy zainteresowani. Właśnie tam
odpoczęliśmy i zjedliśmy lunch i napompowaliśmy mężczyznę do dalszych informacji. Mógł nam powiedzieć tylko to, co mieli inni – kraj kobiet – żadnych mężczyzn – dzieci, ale wszystkie dziewczyny. Nie ma miejsca dla mężczyzn — niebezpieczne. Niektórzy poszli zobaczyć… nikt nie wrócił. Widziałem, jak szczęka Terry'ego się zacisnęła. Nie ma miejsca dla mężczyzn? Niebezpieczny? Wyglądał, jakby mógł na miejscu poszybować